"Na złamanie karku. Jak Chiny chcą urządzić przyszłość" - Dan Wang
Zastanawiam się, od czego zacząć... Jak ugryźć tę książkę, żeby Was nią zaciekawić... I to bynajmniej nie tylko tych, którzy interesują się Azją, Chinami i geopolityką.
Może zacznę od tego, że Chiny to specyficzny kraj i równie specyficzna dyktatura. To bynajmniej nie Korea Północna, gdzie kult jednostki doprowadzono do perfekcji, gdzie panuje bieda, ale przynajmniej wszyscy kochają wodza - bo jeśli nie, to kula w łeb. Chiny nie są też zaściankowe - co to, to nie. Wręcz przeciwnie. Od dekad chińskie władze konsekwentnie dążą do zdominowania światowych rynków, jednocześnie prowadząc politykę otwartych ramion wobec choćby wielkich amerykańskich firm, takich jak Apple. To państwo kontrastów, państwo sprzeczności i państwo, w którym zwykły człowiek absolutnie nic nie znaczy.
Taki właśnie obraz - rzecz jasna w dużym uproszczeniu - wyłonił mi się po przeczytaniu książki Dana Wanga „Na złamanie karku. Jak Chiny chcą urządzić przyszłość”. Wang to kanadyjski dziennikarz i analityk technologiczny o chińskich korzeniach. Jakiś czas temu wrócił do kraju swoich przodków, by przyjrzeć się Chinom z bliska. To właśnie on przekonuje, że Chiny są państwem inżynieryjnym. Dlaczego? Ponieważ partyjną wierchuszkę Komunistycznej Partii od lat tworzą przede wszystkim inżynierowie - ludzie, którzy mają we krwi budowanie, projektowanie, rozwijanie technologii i nieustanne ulepszanie rzeczywistości. To całkowite przeciwieństwo Stanów Zjednoczonych, które autor określa mianem państwa prawniczego, skupionego bardziej na tworzeniu procedur i sporów niż na szybkim rozwiązywaniu problemów.
Pierwszy przykład z brzegu. W 2008 roku Chiny ogłosiły budowę linii kolei dużych prędkości łączącej Pekin z Szanghajem. Mniej więcej w tym samym czasie podobny projekt zapowiedziały władze Kalifornii - szybkie pociągi miały połączyć Los Angeles z San Francisco. Obie trasy są bardzo zbliżone pod względem długości. Mijają trzy lata i Chińczycy już pędzą swoimi superszybkimi pociągami. A Amerykanie? Władze Kalifornii nadal zapowiadają, że linia powstanie... ale między 2030 a 2033 rokiem.
Wang pokazuje Chiny jako państwo rozwijające się w zawrotnym tempie, które nie liczy się ani z ekologią, ani z własnym dziedzictwem, ani z ludźmi. Gdy zapada decyzja o budowie nowego osiedla czy kompleksu biurowców, z powierzchni ziemi znikają całe zabytkowe dzielnice, a ich mieszkańcy są wysiedlani. Kiedy zaś władza wpada w panikę z powodu wirusa, zamyka obywateli w domach, nie przejmując się nawet tym, czy mają co jeść. Zresztą okresowi covidowej paranoi autor poświęca osobny, bardzo obszerny rozdział. Powiem Wam tylko tyle: u nas było wręcz błogo i spokojnie. W Chinach zwykli ludzie doświadczyli totalnej inwigilacji i kompletnego zamordyzmu.
Zresztą nieludzkie traktowanie własnych obywateli komunistyczne władze Chin opanowały do perfekcji. Dan Wang sporo miejsca poświęca także wydarzeniom z niedalekiej przeszłości. W latach 80. XX wieku, opierając się na badaniach jednego człowieka - przeprowadzonych, jak się później okazało, całkowicie błędną metodologią - władze wprowadziły politykę jednego dziecka. Partyjni decydenci bali się przeludnienia, a wadliwe analizy tylko podsycały ten strach. W efekcie wdrożono jedno z najbardziej okrutnych praw we współczesnej historii. I nie chodzi mi wyłącznie o zakaz posiadania więcej niż jednego dziecka, lecz o konsekwencje jego złamania. Miliony przymusowych aborcji i sterylizacji. Dzieci odbierane rodzicom i umieszczane w sierocińcach. Ile było w tym bólu, cierpienia i niepotrzebnych tragedii... Wang przytacza szokujące dane, które jasno pokazują, że życie jednostki w tym kraju nie ma większego znaczenia.
Ale „Na złamanie karku” to przede wszystkim książka o wielkiej rozbudowie Chin i rosnącym wpływie tego państwa na resztę świata. Wang w przystępny sposób pisze o nowych technologiach, najważniejszych inwestycjach w Państwie Środka oraz o tym, dokąd - jego zdaniem - zmierzają współczesne Chiny.
„Na złamanie karku” to jedna z najlepszych książek o współczesnych Chinach, jakie miałem okazję przeczytać. Wang niczego nie lukruje, ale też nie próbuje krytykować wszystkiego na siłę. Mam wrażenie, że udało mu się zachować rozsądny obiektywizm i pokazać Chiny jako kraj pełen kontrastów - fascynujący, imponujący, a jednocześnie budzący niepokój. Po tej lekturze człowiek nie tylko wie o Chinach znacznie więcej, ale zaczyna również lepiej rozumieć sposób myślenia ich mieszkańców i rządzących. To książka nie tylko dla miłośników Orientu, geopolityki czy nowych technologii, lecz dla każdego, kto po prostu chce poszerzyć swoje horyzonty.




Komentarze
Prześlij komentarz