"Czy jesteśmy sami na Ziemi? Naukowy przewodnik po pierwszym spotkaniu z obcą cywilizacją" - Neil deGrasse Tyson



Nauka kontra Zielone Ludziki

by Michał P. Kadlec

Co by było, gdyby kosmici naprawdę pojawili się na Ziemi? To pytanie może posłużyć za punkt wyjścia najnowszej książki Neila deGrasse Tysona „Czy jesteśmy sami na Ziemi? Naukowy przewodnik po pierwszym spotkaniu z obcą cywilizacją”. OK, tytuł jest cholernie długi, ale spokojnie - obiecuję, że dalej będę już używał skróconej wersji. 😉

A zatem Tyson stawia pytanie, które ludzkość zadaje sobie od dawna, i próbuje odpowiedzieć na nie za pomocą tego, co mamy najlepszego: logiki, wiedzy i nauki. Bez zielonych ludzików wyskakujących z latającego spodka, bez teorii rodem z YouTube'a i bez opowieści o tym, że rząd USA od siedemdziesięciu lat ukrywa przed nami kosmitów w piwnicy Pentagonu. No, przynajmniej na początku...

Zanim jednak przejdę do samej książki, wypadałoby wspomnieć, kim właściwie jest Neil deGrasse Tyson. Otóż Tyson to astrofizyk i dyrektor Planetarium Haydena przy Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku. Jest również autorem licznych publikacji, których celem jest popularyzowanie nauki i przybliżanie jej zwykłym śmiertelnikom. Czyli takim jak ja, którzy z fizyką mają relację raczej toksyczną.

Wiele jego książek trafiło również do Polski, a chyba najbardziej znaną jest „Astrofizyka dla zabieganych” z 2017 roku. „Czy jesteśmy sami na Ziemi?” to jego najnowsze dzieło, wydane w USA zaledwie w maju 2026 roku, a już w sierpniu trafiło do naszych księgarń za sprawą Wydawnictwa Filia.

Tyson snuje w swojej książce rozważania na temat ewentualnego przybycia Obcych na Ziemię. I nie chodzi mu wyłącznie o najbardziej oczywiste pytanie: „Jak oni będą wyglądać?”. Autor zastanawia się również, skąd mogliby przybyć, jaką dysponowaliby wiedzą i technologią, w jaki sposób dotarliby do nas, a przede wszystkim: jakie mogliby mieć zamiary.

Bo umówmy się: jeśli pewnego dnia nad naszymi głowami zawisłby statek kosmiczny wielkości Warszawy, nie byłoby chyba najlepszym pomysłem wyjść przed dom z transparentem „WITAMY PRZYBYSZY” i zaprosić ich na grilla. Tyson próbuje więc przeanalizować możliwie najbardziej racjonalne scenariusza pierwszego kontaktu, co jest niezwykle ciekawe.

Tyle że „Czy jesteśmy sami na Ziemi?” nie jest wyłącznie książką o kosmitach. W dużej mierze to przewodnik - owszem - ale po filmach, serialach i literaturze science fiction, które przez lata próbowały odpowiedzieć na pytanie, co by się stało, gdybyśmy któregoś dnia spotkali przedstawicieli obcej cywilizacji. Tyson robi więc całkiem ciekawy przegląd znanych i mniej znanych dzieł popkultury. Część z nich nawet omawiałem już na Mrocznych Stronach. Ot, weźmy chociażby „Kontakt” Carla Sagana i jego ekranizację, „Inwazję porywaczy ciał” czy uniwersum „Obcego”.

I tutaj Tyson pokazuje, że nauka i popkultura wcale nie muszą się ze sobą gryźć. Wręcz przeciwnie - mogą prowadzić całkiem interesujący dialog. Oczywiście pod warunkiem, że pamiętamy, gdzie kończy się nauka, a zaczyna fantazja pisarza czy scenarzysty.

Ale rozważania Autora idą jeszcze dalej. A właściwie... cofają się. Z kosmosu wracamy bowiem na Ziemię. Dostajemy więc również opowieść o człowieku, a właściwie - szerzej - o ludzkości: jej osiągnięciach, odkryciach i epokowych ideach. Po części związanych z kosmosem, ale nie tylko. Tyson robi swego rodzaju naukowy rachunek sumienia naszego gatunku. Rozprawia o teorii ewolucji, astronomii, matematyce, fizyce, biologii i całej masie innych rzeczy, które dla przeciętnego Kowalskiego mogą brzmieć jak zaklęcia z podręcznika do magii.

I robi to w niezwykle lekki, przystępny, a momentami wręcz zabawny sposób. Wiecie, gdyby fizyki w szkole uczył mnie ktoś taki jak Tyson, być może - choć nie jest to pewne, ale niewykluczone - dzisiaj nie byłbym takim ignorantem w tej dziedzinie. Chociaż z drugiej strony... może po prostu byłem beznadziejnym uczniem. Tego już Tyson nie jest w stanie naukowo wykluczyć. 😏

Mimo całej mojej ignorancji czytając „Czy jesteśmy sami na Ziemi?”, miałem jednak poczucie, że obcuję z książką, która potrafi pewne rzeczy naprawdę fajnie rozjaśnić. Co ważniejsze, Tyson podchodzi do tematu UFO i kosmitów - czyli zagadnienia, które póki co pozostaje w dużej mierze domeną science fiction - z perspektywy naukowej. I właśnie to jest największą siłą tej książki. Nie dostajemy tutaj taniej sensacyjnej opowiastki, nie znajdziecie tutaj informacji o tym, że starożytni kosmici budowali piramidy ani, że Obcy porwali Elvisa i chłop dalej żyje i śpiewa na obcych planetach. Tyson może sobie pozwolić na luz, żarty i popkulturowe odniesienia, ale kiedy przychodzi do faktów, trzyma się nauki.

A nauka ma jedną cholernie irytującą cechę: posiada ograniczenia. W przeciwieństwie do wyobraźni nie może powiedzieć: „A co, jeśli...?”. No dobra, może to pytanie zadać, ale później musi jeszcze znaleźć odpowiedź i dowody, które by tę odpowiedź potwierdzały. I właśnie dlatego Tyson nieustannie pyta, analizuje, podważa i szuka odpowiedzi.

I chyba właśnie dlatego jego książka jest tak interesująca. Bo w gruncie rzeczy nie chodzi w niej wyłącznie o kosmitów. Chodzi o nas. O to, co wiemy, czego nie wiemy i jak bardzo jesteśmy jeszcze głupi wobec ogromu wszechświata. A jeśli któregoś dnia naprawdę zapukają do naszych drzwi Obcy, dobrze byłoby przynajmniej wiedzieć, co im powiedzieć. 😎

 
tytuł oryginalny: Take Me to Your Leader
tłumaczenie: Adrian Stachowski
seria: Filia na faktach
ISBN: 978-83-8441-628-0
wydawnictwo: Filia
ilość stron: 286
oprawa: miękka ze skrzydełkami
rok wydania: 2026

Komentarze

Popularne recenzje